niedziela, 11 stycznia 2015

[6] unieśmy się nad ziemię

mrozu - tysiąc metrów nad ziemią

Na ten wyjątkowy dzień przygotowało się, prócz was i gości, słońce i trzydziestostopniowy upał. Na niebie nie było ani jednej chmury, a jego błękit można było porównać do oceanu.
Stałaś wraz ze swoim tatą pod kościołem. Welon zgrabnie poruszał się pod wpływem wiatru, a uśmiech nie schodził ci z ust. Czułaś, jak w twoim brzuchu lata tysiące motyli. Obawiałaś się, że stres będzie równie wielki, jak radość, ale strach okazał się bezpodstawny.
Trzymając się kurczowo swojego ojca, weszłaś do kościoła. Od razu twoją uwagę przykuł Andreas, od którego wręcz biło szczęście. Nieopodal niego stali Fannemel, nazwanym "świadkiem z łapanki", który dowiedziawszy się o propozycji z nieukrywanym wzruszeniem powiedział, że nie pożałujecie wyboru i Chiara, która maślanymi oczami patrzyła na swojego towarzysza.
Marszowym krokiem szliście ku ołtarzowi. Głośno przeknęłaś ślinę, a twój tata uśmiechnął się pocieszająco. Chwilę potem znalazłaś się u boku mężczyzny, który za chwilę zostanie twoim mężem.
Wśród gości w ławkach zauważyłaś Manuela. Nieustannie trzymał za rękę Katherinę, a jego twarz wyrażała ogromny stres. Zaczepiał wzrok na wszystkim, tylko nie na was, jakby nadal bolało go to, co powiedziałaś mu ponad dwa miesiące temu. W końcu jednak spojrzał na ciebie, obdarzając cię wielkim uśmiechem. Z czułością patrzył na Katherinę, u której boku nareszcie odnalazł szczęście, podobnie jak ty.
Miłość, którą ty i Andreas darzyliście siebie nazwajem, była cierpliwa, łaskawa i nie unosiła się pychą. Czekaliście cierpliwie - on na to, aż wrócisz, ty zaś na zmianę jego zachowania. Wybaczył ci to, co zdarzyło się między tobą, a Manuelem, tak samo, jak ty rzuciłaś jego imprezy z Hilde w niepamięć. Gdybyście zaś unieśli się pychą, w waszym mniemaniu honorem - wasz ślub nie miałby miejsca.
Sztuką w miłości jest bowiem umiejętność przebaczania, akceptacji drugiej osoby taką, jaką ona jest.
Przysięgę małżeńską powtarzałaś ze łzami w oczach. Zachwycony Stjernen czytał z twoich ust to, co mówiłaś i delektował się melodią obietnicy miłości, wierności oraz uczciwości małżeńskiej. Następnie przysięga popłynęła z jego ust. Mówiąc to, kurczowo ściskał twoją dłoń, jakby bał się, że zaraz mu uciekniesz.
- Ingrid, przyjmij tę obrączkę na znak mojej miłości i wierności - powiedział Andreas prawie półszeptem. Oboje na swoich serdecznych palcach mieliście znaki tego, co was łączy i tego, że do końca życia wasze serca należą do siebie.
Chwilę potem miękkie wargi twojego męża muskały twoje usta.
Mąż. Jak to wspaniale brzmi.
Wyszliście ze świątyni otoczeni gośćmi, którzy opsypywali was ryżem na szczęście. Hilde, który jest człowiekiem wyłamującym się z każdego kanonu, rzucał w was drobniakami. Nagle Andreas chwycił cię i uniósł do góry.
- Co ty wyprawiasz? - zaśmiałaś się.
- Jak to co? Unoszę cię nad ziemię!
- Wystarczy, że moje serce fruwa nad stratosferą - Stjernen na te słowa z powrotem sprawił, że poczułaś grunt pod nogami - Kocham cię, wariacie.
- Ja ciebie też - bezradnie pokręcił głową.

Teraz, z perspektywy czasu, patrząc na ciężarną Chiarę spacerującego z waszym, małym Hroarem (dziadek malca stwierdził, że tym sposobem namaszcza go na kontynuatora skokowej tradycji) i Andersa, rozanielonego przyszłego tatusia, śmiejesz się z tego, jak bardzo głupia byłaś za młodu. Zbyt gwałtownie pragnęłaś miłości, dlatego ulokowałaś zapas uczuć u Fettnera, niewiele myśląc. Dopiero teraz rozumiałaś, że prawdziwa miłość, pomimo trudności, nie gaśnie i żeby nadal kwitła, potrzebna była cierpliwość i praca. A ona przychodzi wtedy, kiedy nie myślisz o niej cały czas, kiedy po prostu na nią czekasz. Miłość przychodzi do tych, którzy po prostu w nią wierzą.
Byłaś szczęśliwa. Nareszcie miałaś wszystko.
_____________
To najkrótszy epilog, jaki kiedykolwiek napisałam. Najkrótszy, ale zawiera w sobie wszystko, co chciałam.
Dziękuję, że byliście ze mną przez te kilka tygodni. Zapraszam teraz na podobno-nie-ma-juz-nas.blogspot.com i zachęcam do zapoznania się z bohaterami! :D

1 komentarz:

  1. Jak to epilog?!
    Nie ja nie chcę! Ja się nie zgadzam! Nie! Nie! I jeszcze raz nie!
    Świetne wszystko jak zawsze.
    Przepraszam ,że nie komentowałam ,ale sama nie wiem czemu tego nie robiłam.
    Ale każdy rozdział podobał mi się tak samo.
    I bądź pewna ,że wpadnę i będę wierną czytelniczką twojego cuda.
    Pozdrawiam GosiaczeK

    P.S. Tak w ogóle to Hej! I zapraszam do mnie sztuka-zapominania.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń