czwartek, 8 stycznia 2015

[5] trzymasz mnie przy życiu

happysad - powódź dekady

Niecierpliwie czekałaś na przylot Andreasa w sali przylotów. Słońce za oknami przybrało różne odcienie różu i pomarańczy, a księżyc zaczął migotać na ciemniejącym niebie. Uśmiechałaś się na myśl o tym, że niedługo zobaczysz się ze swoim przyszłym mężem. Byłaś w pełni przekonana, że on jest tym, z którym chcesz iść przez życie.
Zobaczyłaś lądujący samolot. Odruchowo spojrzałaś na zegarek. O godzinie osiemnastej trzy samolot, którym leciał Stjernen wylądował na austriackiej ziemi. Czekałaś tylko na to, aż zjawi się w hali ze swoimi bagażami.
- Ingrid! Tak bardzo tęskniłem! - po kilku minutach oczekiwania usłyszałaś głos, którego tak bardzo ci brakowało. Instynktownie podbiegłaś i wtuliłaś się w jego tors. Serce biło mu chyba jeszcze szybciej niż tobie. Czułaś, jak jego dłonie głaszczą twoje plecy.
- Andi, pzepraszam, przepraszam cię za wszystko - szlochnęłaś.
- Cicho, już spokojnie - powiedział cicho - To ja cię proszę o wybaczenie. Nasz związek nie wyglądał tak, jak powinien.
- Ja ci już dawno to wybaczyłam - szepnęłaś - A ja, Manuel... Nie chciałam.
- Wiem, kotku - uśmiechnął się pocieszająco - To jego wina. A jeszcze chce przyjść do nas na ślub. Powiedział mi to przez telefon
- Zgódź się - ożywiłaś się - Myślę, że to będzie najlepszy sposób na przeproszenie go. Uprzedzając twoje pytanie - tak, przeprosił mnie.
- Zrobię to dla ciebie, zgadzam się - mruknął, głaszcząc cię po włosach - Dobra, bierzmy bagaże i jedźmy już do Chiary.
Ochoczo chwyciłaś za jedną z walizek i ruszyliście w kierunku wyjścia.

Malutki pokój nieopodal strychu jaśniał blaskiem radości dwojga zakochanych. Byliście tak zaabsorbowani sobą, że nie zauważaliście, co się dzieje wokół was. Nie słyszeliście deszczu, który melodyjnie stukał o parapet, ani wiatru, który uparcie podążał śladem ulewy.
- Nareszcie - wymruczał Andreas - Nareszcie jesteś ze mną.
- Tak  - uśmiechnęłaś się - Dziękuję ci. Dziękuję ci za to, że wykorzystałeś tę szansę. Chociaż teraz nie wiem, czy ten wyjazd był potrzebny.
- Był. Mi był bardzo potrzebny. Pomógł mi uświadomić parę rzeczy. Na przykład to, że priorytetem jest coś innego, niż imprezy z Tomem - zaśmiał się Stjernen.
Delikatnie wpił się w twoje usta, a jego dłonie powędrowały pod twoją bluzkę. Palce błądziły po twoim ciele, a ty westchnęłaś i schowałaś dłonie w jego włosach. Przymknęłaś oczy i przygryzłaś jego wargę, na co skoczek zareagował cichym śmiechem.
- Kocham cię - wysapał pomiędzy pocałunkami - I jesteś moja, tylko moja, choć to nie kwestia posiadania.
- Ja też cię nikomu nie oddam, nawet Tomowi - przytuliłaś się do jego nagiego torsu.
Wasze nagie ciała nie skupiały się na niebie przybierającym barwę czerni i osłaniającym się warstwą błyszczących, jak wasze łzy szczęścia gwiazd.

- Mam dla ciebie niespodziankę - powiedział Andreas z uśmiechem, patrząc na twoją zaspaną twarz - Dzisiaj z góry popatrzysz na świat. Tak dosłownie.
- Dosłownie?! - wytrzeszczyłaś oczy ze strachem - Co ty planujesz?
- Wjedziemy na Bergisel.
- Ty chyba oszalałeś? Przecież doskonale wiesz, że mam lęk wysokości!
- Prawda, oszalałem - przytaknął - Z miłości do ciebie. Poza tym, jak mówili niemieccy homeopaci, podobne należy leczyć podobnym!
- Nigdzie nie idę! Nie tam! - podniosłaś głos.
- Pójdziesz. Ubieraj się, nie przyjmuję odmowy.
- Tylko mocno mnie trzymaj!
- Specjalnie cię zrzucę, zobaczysz! - zaśmiał się humorystycznie Andreas.
Pokonał w tobie tyle lęków i wad. Może pokona również to?


Kurczowo ściskałaś dłoń Andreasa. Im wyżej byliście, tym bardziej się bałaś. Położyłaś głowę na ramieniu skoczka - dopiero wtedy poczułaś się w miarę bezpiecznie.
- Spokojnie - zaśmiał się - Nie spadniemy.
- Andreas, ja naprawdę się boję - mruknęłaś.
- Nie dam ci tu zginąć - puścił do ciebie oczko - Już jesteśmy.
Wyszłaś z kolejki. Drżącym krokiem weszłaś do oszklonego pomieszczenia. Oczy miałaś mokre od kilku łez, a skóra nabierała kolorów, które straciłaś na rzecz bladości, jakiej nabierałaś w miarę wzrostu wysokości podczas wjazdu.
- Robi wrażenie - obserwowałaś panoramę Innsbrucka. Chiara miała wielkie szczęście, że tu mieszkała.
- Nie tu cię chciałem przyprowadzić. Chodź ze mną na belkę.
Powoli podałaś mu rękę, a on delikatnie prowadził cię przez schody w kierunku belki startowej. Bałaś się znacznie mniej, kiedy oboje zasiedliście na niej.
- Nie zarwie się?
- No co ty! Pewnie, że nie! - powiedział Andreas - Jesteśmy w moim drugim domu. W tym tysiąc metrów nad ziemią. Zastanawiasz się pewnie, dlaczego cię tu przyprowadziłem. Otóż gdy patrzyłem na swojego tatę, zawsze marzyłem, by skakać tak jak on. Wzbić się w powietrze, lecieć przed siebie, jak ptak. Mając kilka lat, po raz pierwszy poleciałem. I wiesz, to było fajne uczucie. Jakiś czas później potrafiłem to uczucie nazwać. To była wolność. Wychodząc z progu, czułem się wolny. To, co mnie trapiło, zostawiałem za sobą. Byłem tylko ja, narty i powietrze, które muskało mnie po twarzy. Opowiadam ci to, bo chciałbym ci przez to powiedzieć, że poczułem się jeszcze bardziej wolny dzięki tobie i naszej miłości. Miłość równa się wolności, choc spina nas kajdanami, z których ciężko jest się uwolnić. Jesteś kobietą mojego życia, Ingrid. Moją wolnością.
- Andreas, ja... - zaczęłaś. Byłaś pod wrażeniem tego, co powiedział. Wiedziałeś, że skoki były czymś, czemu podporządkował całe swoje życie, co dawało mu prawdziwą radość. Poczułaś się bardzo szczęśliwa - Nie umiem tak opowiadać, zresztą nie mam o czym. Ale chcę ci powiedzieć, że ty dodałeś sensu mojemu życiu. Jesteś moją gwiazdą, która świeci, gdy mam kłopot. I jestem gotowa unieść się nad ziemię, z tobą, cieszyć się każdym dniem, dać ponieść się miłości. Za dwa i pół miesiąca uniesiemy się najwyżej, jak się da.
- I nie wylądujemy - Andreas przytulił się do ciebie.
Wybrałaś odpowiedniego mężczyznę. Wybrałaś kogoś, dla kogo byłaś miłością i wolnością.
Wybrałaś kogoś, kto nadał twojemu życiu sens.
Wybrałaś najlepiej, jak mogłaś.
I wiedziałaś, że to z nim uniesiesz się tysiąc metrów nad ziemię. Tylko z nim. Nigdy, przenigdy nie spadniecie na ziemię, nie dacie się przytłoczyć prozą życia.
_________________________
Najważniejszy i najbardziej emocjonalny rozdział dla mnie. Taka moja odpowiedź na pytanie, czym jest miłość i opowieść o tym, że ona się kryje w najprostszych rzeczach.
Przepraszam za drobne opóźnienie - nie lubię szkoły.
Pozdrawiam - a za trzy dni ostatni rozdział! Potem - zapraszam na to.

1 komentarz:

  1. Ej dobra, nie wiem czemu dodałam komentarz pod tamtym rozdziałem, miało być tu :D
    Masz gratisa w statystykach!

    OdpowiedzUsuń